Shadow of Dream 1/3

Styczeń 18, 2011

No i jest pierwsza część mojego nowego opka. Najprawdopodobniej części będzie trzy, ale może wyjdzie, że dwie. Więcej na pewno nie, to zapewniam. I co jeszcze…? Nie mam pojęcia. Może po prostu tyle, że zapraszam do lektury i liczę na Wasze opinie w komentarzach. Nigdy nie pisałam fanficków, więc zarówno głosy na tak, jak i na nie (poparte odpowiednimi argumentami oczywiście) są u mnie mile widziane ^^

Czytaj resztę wpisu »

Reklamy

Tadaima!

Styczeń 16, 2011

Znaczy tak jakby… Wróciłam na bloga, ale nie będę już kończyć opowiadania, które kiedyś zaczęłam. Minęło dużo czasu, odkąd je porzuciłam i przez ten czas minęła mi już faza na SC!, a co się z tym wiąże, chyba nie potrafiłabym napisać ciągu dalszego tamtej historii. Już nawet nie pamiętam, co chciałam tam napisać tak naprawdę. A ułożoną miałam całą historię… W każdym bądź razie z Lost Butterfly to już definitywnie koniec.

Chciałam jednak zacząć od nowa. Z czymś innym, czego nigdy wcześniej nie próbowałam nawet pisać. Mianowicie z fanfickami o artystach, którzy naprawdę istnieją. Nie znam ich za bardzo, prawdopodobnie więc będę zmieniać im charaktery itp. ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie. To będą w końcu tylko notatki szalonego fangirlsa, który wyobraża sobie czasem nie wiadomo co. No i będą to wszystko opowiadanka 1-3 odc. nie więcej. Jak się już przekonaliście, nie umiem regularnie pisać notek. Jeśli opko będzie więc podzielone na 2-3 części, notki powinny się pojawić w miarę szybko po sobie. Przerwa między kolejnymi historiami może jednak trwać równie dobrze tydzień, co pół roku, to zależy tylko od tego, czy zachce mi się napisać coś nowego, czy nie. Nic nie obiecuję.

Ostatnia kwestia to to, że nie zamierzam wracać na twittera, to jednak nie jest miejsce dla mnie. W ustawieniach bloga pozmieniałam coś tak, że powiadomienia o nowych notkach powinny się automatycznie pojawiać na moim twitterze, ale ja tam wchodzić raczej nie będę. Jeśli chcecie się ze mną skontaktować, to najlepiej w komentarzach, ewentualnie na gg, ale mój brat korzysta z komputera częściej niż ja, więc raczej trudno jest mnie złapać.

To chyba tyle. Pierwsze opko po moim „powrocie” powinno pojawić się w przeciągu tygodnia. Mam nadzieję, że ktoś je przeczyta ^^


The Lost Butterfly – 02 – Złudzenia

Wrzesień 3, 2009

Oi! Wiem, wiem, dawno mnie nie było, ale na twicie mówiłam już dlaczego. A notka co prawda miała być wczoraj, ale nie wyszło z powodu szkoły, i to nie mojej tylko mojego brata, bo pilnie potrzebował skorzystać z internetu i zajęło mu to dłużej niż miało zająć. Mimo wszystko mam nadzieję, że new notka się spodoba, bo nareszcie zaczynamy przechodzić do konkretów.

Dedyk dla Sakury za to, że powiedziała, że jestem podobna do Utau, a Marcin (mój brat) do Ikuto i żeby w końcu zapamiętała imię Reiko ^^


Zakręciło jej się w głowie, ale nie upadła. Przytrzymała się stojącego nieopodal chłopaka, którego w normalnych warunkach pewnie nawet by nie dotknęła. Szybko jednak odepchnęła go, tworząc pozory przypadkowego dotknięcia podczas szaleńczego tańca. No i warunki też nie były normalne. Wiedziała, że coś było nie tak. Nie wiedziała, dlaczego, ale czuła coś dziwnego. Niejasne wrażenie, że coś jest inaczej niż zwykle. Coś. Nie potrafiła określić co konkretnie, ale drażniło ją to i irytowało. Była pewna, że to nie jej halucynacje spowodowane nadmiarem alkoholu. Ale jeśli nie to, to co, do cholery?
– Takemura-san – usłyszała obok siebie czyjś głos, przebijający się przez dźwięki muzyki, która dla odmiany znowu była przeraźliwie głośna.
Odwróciła się w jego stronę. To przyjaciel Takeshiego, Shinji, chciał jej coś powiedzieć.
– Nani? – odpowiedziała z irytacją.
Tyle razy mówiła mu już, by zaczął nazywać ją Reiko. Znali się przecież z jej bratem od zawsze. Tyle razy bywał już u nich w domu. Do Nany już dawno mówił po imieniu. Tylko ją ciągle nazywał Takemura-san. Wkurzało ją to.
– Take źle się czuje. Odwiozę go do domu. Wrócicie z Naną same, czy powinienem po was przyjechać? – spytał chłopak.
Pyta, czy ich nie podwieźć, gdy brat nie może? Jak milutko. Szkoda tylko, że to Nanę znowu nazwał po imieniu, a ją nie. Cholera, dlaczego Takeshiemu zachciało się chorować akurat teraz, gdy ona jest w tak podłym nastroju i na pewno nie poprosi nikogo o podwiezienie. A jego to już na pewno nie. Chyba że Nana załatwi jakiś transport. Jeśli nie, to będzie musiała wracać pieszo, a na to wcale nie miała ochoty. Ciekawe cóż takiego się stało jej bratu, że aż nie może poczekać na koniec imprezy? Zwykle bóle głowy i przemęczenie nie przeszkadzało mu w cierpliwym czekaniu na siostry. Czemu więc teraz jest inaczej? Czemu poprosił Shinjiego, żeby odwiózł go do domu? Przecież to nie w jego stylu. On zawsze ukrywał, że źle się czuje. Musiało mu się stać coś naprawdę poważnego, żeby…
Dziewczyna odepchnęła chłopaka na bok i przepychając się przez tłum, ruszyła w stronę stolika, przy którym ostatni raz widziała Takeshiego. Prócz jego napełnionej do połowy szklanki z colą, nie zobaczyła jednak nic.
– Gdzie on jest? – spytała może zbyt ostro Shinjiego, który trzymał się tuż za nią.
– W moim samochodzie – odpowiedział chłopak w miarę spokojnie jak na tą sytuację.
Reiko znów zaczęła przepychać się między ludźmi, lecz tym razem kierowała się w stronę wyjścia z klubu. Głośne protesty osób, które odpychała na bok, zbywała milczeniem lub nie do końca cenzuralnym słowem. Słyszała, że Shinji przeprasza ich za nią, lecz to tylko bardziej ją irytowała. Przecież oni nie byli niczego warci. Tylko tego, by odepchnąć ich na bok i zapomnieć o ich istnieniu.
Gdy wydostała się w końcu z wnętrza klubu, od razu poczuła się trochę lepiej. Świeże powietrze jakoś trochę uspokoiło jej złość, lecz ani trochę nie stłumiło strachu o brata, do którego sama nie chciała się przyznać, lecz który to właśnie zmusił ją do wyjścia z klubu i odszukania na przestronnym parkingu samochodu Shinjiego. Odnalazła go szybko. Przynajmniej raz przydała się na coś ta rażąca czerwień i duże rozmiary pojazdu. Gdy tylko dopadła drzwi, wiedziała już, że Take wcale nie poprosił Shinjiego, by odwiózł go do domu. To Kuroki sam podjął tę decyzję, ponieważ jego przyjaciel nie mógł w tej sytuacji nic powiedzieć. Był nieprzytomny.
Złość, która na chwilę opuściła Reiko, wróciła do niej na nowo.
– Źle się czuje?! – krzyknęła do Shinjiego z pretensją. – Człowiek jest nieprzytomny, a ty mówisz mi, że źle się czuje?! Wsiadaj! Odwieziesz nas do domu.
– A Nana-chan? – spytał niepewnie Kuroki
– O nią się nie martw. Na pewno znajdzie jakiś transport – powiedziała dziewczyna, wciskając się na siedzenie obok kierowcy.
Take leżał z tyłu, więc widziała go w bocznym lusterku, ustawionym dość dziwnie, lecz dzięki temu widać było całe tylnie siedzenie. Spokojnie poczekała, aż Shinji zajmie swoje miejsce i odpali samochód. Przez połowę drogi nie myślała właściwie o niczym. Dopiero, gdy zatrzymali się na światłach ocknęła się i przypomniała sobie o siostrze, która przecież o niczym nie wiedziała. Wyciągnęła więc komórkę i szybko wystukała do niej SMSa
„Nie baw się zbyt długo i znajdź sobie jakiś transport do domu. Take nie może po ciebie przyjechać. Wytłumaczę ci wszystko, gdy wrócisz. Ja! Rei”
Wcisnęła przycisk „Wyślij” i wpatrywała się w komórkę, dopóki na wyświetlaczu nie pojawił się komunikat, że wiadomość została wysłana. Wtedy niechętnie odłożyła telefon i wbiła wzrok w światła latarni migające jej za oknem. Gdy podjeżdżali już pod ich dom, rozbrzmiał jej sygnał odebranej wiadomości.
„Ai mnie odwiezie. Wrócę, gdy tylko będę mogła”
Samochód zatrzymał się, gdy tylko Rei skończyła czytać SMSa od siostry. Szybko wrzuciła telefon do torebki i wyłowiła z niej mocno zużyty klucz.
– Otworzę drzwi – powiedziała do Shinjiego. – Dasz radę zanieść go do pokoju?
Pytanie to nie było potrzebne. Dziewczyna doskonale wiedziała, że da radę to zrobić. W końcu sam przyniósł go do samochodu, a wtedy musiał przepychać się miedzy klubowiczami, z których większość była już po kilku drinkach. Nie czekając więc na odpowiedź, której i tak mogłaby nie otrzymać, wyszła z samochodu i obracając w dłoni klucz, ruszyła w stronę drzwi. Ich dom był ogromny. Właściwie była to rezydencja, w której nie powinno mieszkać żadne z trojki rodzeństwa. Nienawidzili tego miejsca, a jednak wciąż tu mieszkali. Bo nie mieli innego miejsca, do którego mogliby pójść. Ani nikogo, kto by mógł na nich czekać. Dziewczyna potrząsnęła głową, by odgonić od siebie nieprzyjemne myśli, dopadające ją zawsze w tym miejscu, tam, gdzie cała rezydencja była widoczna najlepiej. Truchtem podbiegła do drzwi i szybko przekręciła w zamku klucz. Zostawiając drzwi otwarte na oścież, weszła do środka. Na korytarzu poczekała aż Shinji zaniesie Takeshiego do jego pokoju i opuści dom. Widziała, że nie chciał dłużej zostawać, jeśli ona była w domu i mogła się bratem zająć, a i ona niespecjalnie miała teraz ochotę na jego towarzystwo. Gdy zamknęła za nim drzwi, na chwilę zajrzała do brata, lecz widząc, że nadal się nie obudził, udała się do swojego pokoju. Tam chwilę stała bez celu wpatrując się w skomplikowany wzór ułożony w całości z ponaklejanych na ścianę kolorowych zdjęć przedstawiających ją, jej rodzeństwo i znajomych towarzyszących jej w każdym etapie życia, co jakiś czas coraz to nowych. Opowiadały historię jej życia, chociaż w sumie… Jakiego w ogóle życia? To były tylko głupi próby naśladowania życia innych przez osobę, która sama nie miała żadnego życia. Ona po prostu egzystowała na tym świecie. Nic więcej. Bo jak to by można inaczej nazwać? Przyjaciół nie miała naprawdę żadnych, z rodzeństwem łączyło ją tylko poczucie obowiązku. I ich, i jej. Westchnęła głośno, rzucając się na ogromne łóżko, które pomieściłoby przynajmniej z pięć osób. Szkoda, że zawsze spała na nim sama. Przymknęła na chwilę oczy i chyba nawet trochę przysnęła. Usłyszała jakieś głosy, zbyt piskliwe jak na ludzi, przypominające trochę głosy jakichś magicznych duszków z kreskówek. Dobiegały gdzieś z bardzo bliska i mówiły coś o jakimś koncercie, o jakimś Ikuto, o Utau-chan bodajże, o X-Tamago i jakiejś piosence o motylu. Brzmiało to tak bardzo obco, a jednak wydawało jej się, że gdyby bardzo się postarała, to zrozumiałaby, o co chodzi. Ale jej zupełnie nie chciało się starać. Jedyne na co potrafiła się zdobyć, to otworzenie oczu i upewnienie się, co do tego, że dziwne głosiki to tylko głupi sen. Musiały nim być. Prócz niej w pokoju nie było nikogo. Nie chciało jej się jednak dłużej leżeć.
– Może by tak herbatę? – powiedziała do siebie cicho, wstając z łóżka.
W drodze do kuchni zajrzała do brata, lecz ciągle spał, więc zgodnie z pierwotnymi zamierzeniami poszła zrobić sobie jakąś herbatę. W rękę wpadła jej cytrynowa. Kiedyś ją uwielbiała. Ostatnio już nie tak bardzo, ale nie chciało jej się szukać nic innego. Wrzuciła ekspres do kubka i czekając, aż zagotuje się woda, usiadła przy właściwie nigdy nieużywanym stole i zaczęła bawić się stojącymi na środku serwetkami, tworząc z nich nie do końca profesjonalne origami. Skupiła się na tym do tego stopnia, że wyrwał ją z „transu” dopiero odgłos otwieranych drzwi wejściowych.-
– Onee-chan, będę piosenkarką, tak jak Utau-chan, mama powiedziała, że pięknie śpiewam – głos należał do dziecka, najpewniej kilkuletniego.
Ale tutaj nie powinno być nikogo takiego. Dziewczyna zaskoczona podniosła wzrok na drzwi do kuchni. W progu stała Nana. To ona to powiedziała? Przecież ten głos definitywnie należał do małego dziecka. Chyba że to jej omamy. Tym razem mógł zawinić alkohol.
– Nani? – spytała Rei, nie chcąc zabrzmieć na zaskoczoną, lecz chyba właśnie tak to zabrzmiało.
– Powiedziałam, że zgodzili się podpisać z nami kontrakt na płytę. Od teraz będę mogła mówić, że naprawdę jestem piosenkarką – wytłumaczyła jej siostra radośnie. – A co? Zdziwiło cię to?
– Nie bardzo – Reiko uśmiechnęła się do siostry, starając się wypaść przekonująco. – Wiedziałam, że wam się uda.
– Tak? To czemu wyglądałaś na taką zaskoczoną? – Nana spojrzała na nią podejrzliwie.
Dziewczyna nie wiedziała, czy powinna jej powiedzieć prawdę. W ich domu nie mówiło się o mamie już od bardzo dawna. Każda taka wzmianka przywoływała bowiem gorzkie wspomnienia, a tego chciało uniknąć każde z nich. Nana nie mogła więc tego powiedzieć, a jednak… Reiko była przekonana, że usłyszała wyraźnie wypowiedziane słowo „mama”.
– Zdawało mi się, że powiedziałaś coś o mamie – powiedziała cicho.
Między siostrami zapadła cisza, nie przerywana nawet przez tykanie zegara.
W tym momencie woda się zagotowała.


The Lost Butterfly – 01 – Koncert

Sierpień 13, 2009

Ohayo! Czekaliście? Mam nadzieję, że tak, bo oto przed wami pierwszy rozdział mojego opowiadanka. Może niezbyt na razie widać, że jest związane z SC, ale jest. Dedyk dla Alex: za to, że założyła mi tego bloga, za to, że udostępniła mi swoje konto YT na zapowiedź i dlatego, że lubi koncerty. A teraz życzę miłej lektury ^^

W klubie jak zwykle panował niesamowity tłok. Wszystkie stoliki były już pozajmowane i Takemura Takeshi wiedział doskonale, że tylko dzięki rodzinnym znajomościom znalazł miejsce, w którym mógł spokojnie wypić swojego „drinka”, nie rezygnując przy tym z mającego się za chwilę rozpocząć koncertu. Chociaż właściwie to nawet nie był żaden drink, zwykła cola z lodem. Kto jak kto, ale on alkohol pił tylko przy specjalnych okazjach. Wizyty w klubie były dla niego codziennością, a poza tym miał wymówkę – prowadził.
– How are you, big brother? – usłyszał dziewczęcy głos tuż przy swoim uchu.
– Jesteśmy w Japonii nie w Ameryce – przypomniał młodszej zaledwie o rok, dziewiętnastoletniej siostrze Reiko, która już od jakiegoś czasu planowała podróż do Ameryki zaraz po ukończeniu pełnoletniości.
– Ale uczyć się języka mogę, ne? – spytała, popijając swojego drinka, znając ją, z pewnością dużo mocniejszego od tych, jakie zamawiali przeciętni imprezowicze. – Przecież nie chcesz mieć głupiej siostry.
Jasne, że nie chciał mieć głupiej siostry. Ale Reiko wcale nie była głupia. Była o wiele inteligentniejsza od większości jego znajomych, nawet tych, którzy wybierali się na studia do najlepszych uczelni w kraju. I dlatego Take bez przerwy wytykał jej to, że zamiast kontynuować naukę, wolała postawić na swoją urodę i zatrudniła się w agencji modelek, by przyozdobić swoimi zdjęciami pisma o modzie. Praca była dobrze płatna, a Rei kilkakrotnie powtarzała mu już, że to bardzo ułatwia jej życie. Kiedyś musiała ubierać się tak, jak nakazywały ówczesne trendy. Teraz to inne dziewczyny muszą ubierać się tak jak ona. Ponieważ teraz to ona tworzy modę. Co zresztą widać było nawet tego wieczoru, patrząc po dziewczynach zebranych w klubie. Czego oczywiście nie przeoczyła Reiko
– Oh, my God! Widziałeś to? Tamta dziewczyna ma na sobie taką kieckę jaką prezentowałam w ostatnim numerze Glomorous . Tylko, że ona wygląda w tym beznadziejnie – powiedziała, nawet nie próbując ukryć zniesmaczenia.
Take zerknął w tamtą stronę. Faktycznie była tam dziewczyna ubrana w taką samą sukienkę jak ta, którą Rei przyniosła ostatnio z jakiejś sesji zdjęciowej. I fakt faktem dziewczyna kierowała się widać tylko tym, co modne, nie patrząc na to, co jej pasuje, bo choć śnieżnobiały strój wyglądał przecudnie na jego szczupłej siostrze, to na tamtej dziewczynie wyglądała po prostu żałośnie.
– A tamta wykupiła chyba wszystkie błyskotki, jakie miałam na sobie przy ostatniej edycji specjalnej. Całe szczęście, że przynajmniej strój do tego dopasowała. A nawet ja miałam z tym problem – ciągnęła dalej Reiko, lecz chłopak nawet nie starał się rozumieć, o czym właśnie mówi.
Przyglądał się jej tylko ukradkiem, zastanawiając się, kiedy znalazła czas na taki wręcz profesjonalny makijaż i znalezienie odpowiedniego stroju, skoro wróciła do domu zaledwie godzinę wcześniej, a wtedy widział ją w zupełnie innym stroju i z oczami pomalowanymi zielonym odcieniem. Teraz obrysowane były tylko czarną kredką, co jeszcze bardziej podkreślało to, jak ciemne są jej tęczówki. Długie włosy opadały na jej błękitną bluzkę, wyglądającą trochę tak, jakby była już stara i nieco podniszczona, lecz Take wiedział, że była jednym z wielu markowych ciuchów najmodniejszych w tym sezonie. Do tego czarna spódniczka mini i tego samego koloru torebka Prady i srebrny łańcuszek z zawieszonym na nim mieniącym się różnymi kolorami tęczy motylem od Tiffany’ego. A przynajmniej tak mu się wydawało, choć pewności nie miał, bo do tej pory jeszcze nie nauczył się rozróżniać tego, kto zaprojektował każdy ciuch z obszernej garderoby Reiko.
– Słuchasz mnie w ogóle? – dziewczyna przerwała na chwilę potok słów i spojrzała na niego, oczekując odpowiedzi.
– Przestałem na części o błyskotkach z edycji specjalnej – odpowiedział zgodnie z prawdą, wiedząc, że Rei i tak rozpoznałaby to, gdyby skłamał. – A mówiłaś coś ciekawego, co nie byłoby związane z modą?
– Że twój nadziany przyjaciel zmierza w tym kierunku – odpowiedziała, kiwając głową w stronę przebijającego się przez tłum chłopaka, który doborem stroju nieco nie pasował do reszty towarzystwa. – Spadam stąd, bo jeszcze pomyśli, że nie mam żadnych innych znajomych prócz brata.
– A masz? – Take udał zdziwienie.
W odpowiedzi Reiko rzuciła mu tylko spojrzenie pod tytułem „Nie udawaj, że nie znasz odpowiedzi” i wstając, jednym łykiem dopiła drinka
– Ja ne!! – pomachała mu jeszcze na pożegnanie nim wmieszała się w tłum klubowiczów tańczących do jakiejś szybkiej piosenki. Oczywiście wokół niej niemal natychmiast zabrał się największy tłumek chłopaków próbujących ją poderwać oraz dziewczyn usiłujących ją naśladować. Z pewnością miała mnóstwo znajomych, nawet jeśli połowy z ich imion nawet nie znała.
– Yo! – głos przyjaciela, który właśnie stanął obok niego, przywrócił go do rzeczywistości.
– Yo! – odpowiedział mu tym samym zwrotem, wskazując mu miejsce, które przed chwilą zwolniła Rei.
Chłopak rozejrzał się jeszcze niepewnie nim powoli zajął miejsce. Nazywał się Kuroki Shinji i był synem jednego z najbogatszych biznesmenów w kraju. Jego strój i zachowanie od razu zwracało uwagę na to, że należy do innych kręgów towarzyskich. Do takich, gdzie imprezy oznaczały raczej przyjęcia, na których pojawiali się nastoletni dziedzice fortuny wbici w garnitury od Armaniego i dziewczyny z najlepszych prywatnych szkół wystrojone w wieczorowe suknie Chanel lub Christiana Diora. Wiedział, że i Reiko czasem zapraszano na takie imprezy, lecz po nich zazwyczaj wracała do domu dopiero nad ranem, często w cudzych ciuchach i z włosami, które nie zdążyły jeszcze wyschnąć po porannym prysznicu. Jej kosztowne wieczorowe suknie znikały bez śladu. I dlatego wolał, kiedy spędzała wieczory w klubie. Przynajmniej mógł ją mieć na oku. Zresztą wiedział, że ona też wolała ubierać spódniczki mini zamiast jedwabnych sukni i poszaleć na parkiecie zamiast udawać grzeczną dziewczynkę do momentu, gdy znalazła kogoś, z kim mogłaby zniknąć. Wiedział, że stąd nie zniknie. To był jej klub i ona dbała o to, by do samego końca wszyscy bawili się świetnie, z nią samą na czele.
– Cóż to się stało, że odwiedziłeś takie miejsce jak to? – zażartował Take, upijając kolejny łyk coli.
– Czasem trzeba się wyrwać ze świata obowiązków – odparł Shinji, wyciągając mu z dłoni szklankę i upijając z niej łyk.
– To fakt, czasem trzeba – potwierdził Takeshi, choć on sam lądował co wieczór w klubie tylko z poczucia obowiązku, ze względu na siostry.
Jego chwila dla siebie oznaczała raczej mecz piłki nożnej z kumplami lub przebiegnięcie kilku kilometrów tak dla relaksu. Wiedział jednak, że nie warto o tym wspominać. Shinji nie rozumiał, jak w ogóle można kochać sport. Ale to na szczęście nigdy nie przeszkodziło im w przyjaźnieniu się. Więc jeśli wizyta w klubie była dla niego przyjemnością, nie zamierzał mu tego zabierać.
– Twoja siostra dzisiaj występuje? – spytał Shinji, zmieniając nieco temat.
– Nana? – upewnił się Take, przypominając sobie nagle, że oprócz Reiko, którą wciąż ukradkiem obserwował, ma też jeszcze jedną siostrę, siedemnastoletnią Nanę.
Shinji kiwnął głową w geście potwierdzenia.
– Yhm, dzisiaj na pewno. Ponoć gdzieś tutaj kręci się jakiś łowca talentów. Jeśli dziś dobrze wypadną, może zaproponują im kontrakt na płytę – odpowiedział Takemura.
W przeciwieństwie do siostry Nana nie wykorzystywała tylko swojej urody, lecz również swój niemały talent, trudniąc się w jedynej rzeczy, przed którą Reiko broniła się od lat – w śpiewaniu. I właśnie dzisiaj jej zespół miała mieć jeden ze swoich najważniejszych występów.
– Kiedy zaczynają? – spytał Shinji, wpatrując się w pustą jeszcze scenę.
Take zerknął na zegarek.
– Dosłownie za chwileczkę – odparł, po chwili znów podnosząc wzrok na Rei, która właśnie odtrącała jakiegoś namolnego chłopaka. Widać nie był dla niej wystarczająco dobry. Ani bogaty.
Niemal w tej samej chwili muzyka zaczęła cichnąć, by w końcu zupełnie zniknąć. Kolorowe światła przygasły, a tocząca się przed momentem zabawa stanęła, jakby ktoś nagle zatrzymał czas. Nie było widać nic, lecz w wszechobecnej teraz ciszy słychać było odgłos kroków. Ktoś wchodził na scenę.
– Konban wa, Crystal desu – powiedziała cicho do mikrofonu Itami Ai przy akompaniamencie jedynie skrzypiec grających jakąś cichą melodię.
Dziewczyna zamilkła, lecz skrzypce słychać było nadal. Po chwili dołączyła do nich również Ai, tym razem już śpiewając cicho piosenkę bardziej przypominającą balladę. Dwa snopy światła nagle rozproszyły nieco ciemność, ale tylko na scenie i skupiając się tylko na Ai oraz na skrzypku – Tsukamoto Ryu. Ludzie w pobliżu Takeshiego i jego przyjaciela kołysali się w takt melodii. Pewnie inni również. Wyglądało to tak, jakby tylko Ai i Ryu byli na scenie, a utwór nie był niczym więcej niż piękną balladą.
Ale tylko przez chwilę.
Nim minęła minuta piosenki, do skrzypiec bez ostrzeżenia dołączyły pozostałe instrumenty: gitara, gitara basowa i perkusja, rytm z bardzo wolnego przeszedł w szybki, kolorowe światła rozbłysły w całej sali, lecz ani na chwilę nie zatrzymały się w jednym miejscu, a Ai zamilkła, by oddać głos Nanie, która po drugiej stronie sali na zaimprowizowanej scenie (czyt. kawałku parkietu, odgrodzonego kolorową taśmą) wraz ze swym zespołem tanecznym czekała na swoją kolej. Gdy tylko nadeszła, od razu rozpoczęła swoją partię wokalną, doprawioną dodatkowo wyjątkowo trudnym, lecz jednocześnie wyjątkowo efektownym układem choreograficznym. Podczas, gdy głos Ai brzmiał wesoło lub smutno w zależności od piosenki, lecz raczej spokojnie, to Nana zawsze śpiewała energicznie, zmuszając wręcz publiczność do klaskania i podrygiwania w takt muzyki.
– Oni nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać – Takeshi pokręcił z niedowierzaniem głową, jednocześnie klaszcząc do rytmu.
Pod koniec piosenki Nana zaakcentowała kilka ostatnich słów, po czym zamilkła, a razem z nią perkusja i gitary. Zgasły też światła, a piosenkę na nowo przejęła Ai z Ryu. Śpiewając patrzyła na skrzypka. Take wiedział, że to właśnie dla niego napisała tę piosenkę. A przynajmniej tę jej część. I właśnie wtedy, gdy wszystko się już kończyło, chłopak poczuł, jak obraz rozmywa mu się przed oczami. Był zmęczony, wiedział o tym, lecz chyba nie aż tak, by teraz zemdleć. Przymknął na chwilę oczy, lecz po chwili zmusił się do tego, by ponownie je otworzyć. Tylko zamiast znajomego wnętrza klubu i Crystal na scenie, dostrzegł na miejscu Ai jakąś nieznaną mu jasnowłosą dziewczynę, która również śpiewała patrząc na chłopaka, stojącego właściwie na skraju kulis. On też miał skrzypce, zupełnie jak Ryu. Ale piosenka blondynki nie przypominała ani trochę miłosnej ballady Ai. Choć utrzymana była w podobnej tonacji i rytm też by się zgadzał. Tylko że piosenka Ai była przepełniona jej szczęściem. Piosenka blondynki zawierała jej smutek. I tęsknotę za czymś, co utraciła. Ale stłoczeni wokół niej ludzie tego nie dostrzegali. Nie dostrzegli więc też, jak odwracając się w ich kierunku, dziewczyna wskazuje palcem gdzieś w tłum. I w tym momencie kilka osób coś straciło. Straciło w oczach blask. Take też zamknął oczy. Teraz już nie dał rady na nowo ich otworzyć…


The Lost Butterfly – 00 – Zapowiedź

Sierpień 6, 2009

Tak, wiem, liczyliście na pierwszy rozdział. Ale tak dobrze to nie a. Ostatnio kompletnie nie miałam weny do pisania i zajęta byłam czymś albo raczej kimś innym oraz nabijaniem bratu rachunków na telefonie. Ale cuś takiego udało mi się stworzyć. Beznadziejne, ale lepsze to niż ni. Miłego oglądania!! xD


Witajcie!

Sierpień 3, 2009

Heya! Nazywam się CHE.R.R.Y. i witam Was na moim nowym blogu powstałym za sprawą namowy Alex, która nawet konto mi założyła, żebym nie mogła się wykpić.  Do tej pory nie jestem przykonana czy był to dobry pomysł, ale jak coś mi nie wyjdzie, to powiem jej, że bloggowanie nie jest dla mnie i może wtedy da mi święty spokój. Pewne jest to, że jak nie spróbuję, to spokoju mi nie da. Więc próbuję. Będę tu pisać opowiadanie „The Lost Butterfly”, rzec by można, chyba dosyć oryginalnie. Będzie się składało jakby z dwóch części. Jedna w naszym świecie, w Tokyo. Druga w świecie z anime Shugo Chara. Gatunki, pod które mogłabym je podpiąć, to obyczajówka, romans, akcja, magical girl. Najbardziej chyba dwa pierwsze, ponieważ kiedy piszę budzi się moja plotkarska natura czyli kto kogo kocha, kto kogo nienawidzi, a kto gra na dwa fronty. Alex nie znosi tego, że wszystkich łączę w pary, ale to nawet lepiej. Będzie żałowała, że kazała mi założyć tego bloga. Albo focha strzeli i nie będzie czytać. W sumie na jedno wychodzi. Jeśli jakimś cudem uda mi się skończyć to opowiadanie, pewnie zacznę następne. I dlatego blog ma właśnie taką nazwę. Kuroi Hane czyli Czarne Pióro, bo zawsze mowiłam, że jak już będę coś pisać, będę to pisała piórem wyrwanym ze skrzydła czarnego anioła. I moja wizja zwycieżyła podczas repertuau wybierania nazwy. Zdaję sobie sprawę z tego, że pewnie niewiele osób w ogóle tu wejdzie i przeczyta to, co napisałam, nawet jeśli Alex obiecała mi, że zareklamuję mojego bloga u siebie, ale jeśli już, to proszę byście wyrażali swą opinię w komentarzach. Jestem w tym biznesie nowa, a Alex nie wierzę, bo ona nie lubi romansów, więc i tak wszystko będzie dla niej „be”. A ja chcę wiedzieć czy to tylko jej subiektywna opinia czy faktycznie jest beznadziejnie. Więc zależy mi na waszych opiniach. I nie zapomnijcie wpisać adresu swojego bloga w odpowiednim miejscu, bo jak mówiłam, jestem nowa i nie znam jeszcze żadnych blogów oprócz bloga mojej drogiej przyjaciółki szantażystki. A chciałabym, więc nie bójcie się reklamować. Byle nie krótkim: „wpadnij do mnie”, bo na to jestem uczulona. I… i tak już się rozpisałam niepotrzebnie. Pozdrawiam ^^

CHE.R.R.Y.